Ucieczki oświęcimskie
18,00 zł
Co prawda nie nosiłem już srebrno-niebieskiej tarczy z numerem 2 gimnazjum im. Czackiego, gdy aresztowano mnie w Warszawie, ale nadal byłem uczniem dawnych profesorów. W lutym 1941 roku nie stawiłem się na tajnym kompletach – przeszkodzili temu gestapowcy. Wpadli na trop organizacji. Podczas przesłuchania szybko traciłem przytomność i chyba to tylko było powodem, że zamknąłem się w uporczywym milczeniu.
1 w magazynie
| Autor dzieła | Tomasz Sobański |
| Wydawnictwo | MON |
| Seria | |
| Rok wydania | 1980 |
| Wymiary | 195 x 125 mm |
| Ilość stron | 224 |
| Numer ISBN | |
| Typ okładki | Miękka |
| Stan obwoluty | - |
| Stan ogólny książki | Dobra |
| Uwagi techniczne | DB+, zagięcie jednego rogu, lekkie otarcia, przybrudzenia blok i zagniecenia grzbietu. |
Co prawda nie nosiłem już srebrno-niebieskiej tarczy z numerem 2 gimnazjum im. Czackiego, gdy aresztowano mnie w Warszawie, ale nadal byłem uczniem dawnych profesorów. W lutym 1941 roku nie stawiłem się na tajnym kompletach – przeszkodzili temu gestapowcy. Wpadli na trop organizacji. Podczas przesłuchania szybko traciłem przytomność i chyba to tylko było powodem, że zamknąłem się w uporczywym milczeniu.
Widocznie młody wiek spowodował, że przestali bić i wysłali na Pawiak. Najgorsza była „przejściówka” w oddziale 4. Potem, w kwietniu 1941 roku, pojechałem transportem do Oświęcimia. Najcięższe chwile jako więzień nowicjusz przetrwałem dzięki przyjaciołom z Czerwonego Harcerstwa. Kostek Jagiełło przebył ze mną całą drogę lagrową. Do końca pobytu w KL Auschwitz razem pracowaliśmy w komandzie dekarzy, gdzie, ściągnięci jeden przez drugiego, zebrali się zaufani ludzie z obozowej międzynarodówki. Z warsztatów dekarskich rozpoczęliśmy w czerwcu 1944 roku ucieczkę za druty; było to polecenie kierownictwa obozowego Ruchu Oporu. Udało się, bo przecież piszę te słowa. Kostek zginął cztery miesiące później podczas przejmowania pod Oświęcimiem współwięźniów-uciekinierów.
Mimo upływu tylu lat trudno mi było wracać do dni obozu, czas jednak zrobił swoje. Z niemałymi oporami wziąłem pióro, by podjąć próbę oddania atmosfery ucieczki z obozu. Pragnieniem moim, no i chyba obowiązkiem, jest utrwalenie pamięci o tych, którzy nie chcieli być tylko ofiarami. Niepełna to relacja o walczącym Oświęcimiu, tak jak niepełna jest historia ludzi spod Oświęcimia, sojuszników więźniów, cichych, często bezimiennych bohaterów. Im właśnie przede wszystkim tę pracę poświęcam.







